Ciąża bliźniacza

wtorek, 28 czerwca 2016

Jaką kawę pije matka?

Ciągle łapię się, że zaczynam coś robić i kończę za jakieś 2 godziny...
Nieważne czy kawa czy herbata, od chwili pojawienia się małych trolli zawsze piję zimną ;)

Przy smerfach jest tyle zabawy, że tak naprawdę nie da rady niczego zaplanować. A trzeba, bo małe ze względu na wcześniactwo mają teraz pełno wizyt lekarskich do zaliczenia - oprócz standardowych u pediatry i ortopedy, dochodzą jeszcze okulista oraz neurolog.

Wczoraj udało nam się zaliczyć ortopedę. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Jeden brzdąc w trakcie badania zlał się na przebierak (dobrze, że matka wzięła ze sobą dwie tetrówki), ulał ostatni posiłek, a w trakcie usg bioderek puścił salwę pierdów. Komentarz ze strony lekarza: "No jakaś formę obrony przyjął". Pod względem ortopedycznym na szczęście wszystko ok. 

Przed nami jeszcze kolejna wizyta u okulisty (niestety podczas pierwszej wizyty u pierdzioszka właśnie wyszło opóźnienie w rozwoju siatkówki oka) i neurologa (tej wizyty boję się najbardziej).

A żeby się matka z ojcem za bardzo nie nudzili, to w 5 tygodniu życia drugie dziecię nam nagle zżółkło. No nie miało kiedy. Po otrzymaniu skierowania do poradni neonatologicznej, sami przerażeni i zieloni na twarzach z mężem pojechaliśmy do szpitala. Na oddział na całe szczęście nas nie przyjęli. Poziom bilirubiny nie był, jak się okazało, jeszcze taki tragiczny. Do obserwacji i na kontrolę za dwa tygodnie.

Ciekawe, ciekawe co nam jeszcze najbliższa przyszłość przyniesie... Wolałabym, żeby nic "ciekawego".

sobota, 11 czerwca 2016

Miesięcznica z kupą w tle

To już miesiąc od kiedy dwa zombiaki pojawiły się w naszym życiu i przewróciły go do góry nogami. Od paru dobrych tygodni ogranicza się ono do ich przytulania, głaskania, kołysania, usypiania, śpiewania, karmienia... a no i w następstwie tego - do przewijania. Sami zaś, jako prawdziwi zombie rodzice, śpimy i jemy w tzw. międzyczasie.

W moim pokoju na biurku leży lista rzeczy do załatwienia, ale od wyjścia ze szpitala nie mamy na nie kompletnie czasu. To, że udało nam się zarejestrować dzieci w USC, odbębnić wizyty położnej środowiskowej i pediatryczną w przychodni, a mi wypełnić wniosek o urlop macierzyński, to naprawdę sukces! A zostały jeszcze inne wizyty lekarskie, inne wnioski (500+, beciowe, PZU, etc.) i inne rzeczy do załatwienia.
Nie mówiąc już nic o tym, że nie mamy jeszcze nawet kupionego wózka... wybrany i upatrzony mamy, ale do zakupu daleko.

Bardzo mi również przykro, że co niektóre osoby z mojego otoczenia nie mogą niestety zrozumieć, że przez ostatni miesiąc naprawdę nie miałam czasu na odbieranie telefonów czy odpisywanie na smsy, o przyjmowaniu gości w domu nie wspominając. Szczerze mówiąc to z prozaicznym pójściem do wc czy wykąpaniem się jest duży problem, bo jak nie jeden, to drugi ssak wisi mi ciągle na cycku...

Po miesiącu "słodkiego macierzyństwa" dochodzę do wniosku, że wychowywanie jednego dziecka to muszą być chyba jakieś wakacje. Ale podobno im dalej, tym łatwiej. Oby!

Z okazji naszej małej rocznicy udało mi się dziś w końcu wyjść na chwilę z domu (nie licząc urwania się na zdjęcie szwów to chyba moje drugie takie "samowyjście" w ciągu ostatnich 4 tygodni - pierwsze było nocą celem wyniesienia śmieci) i kupić moim maluchom masę prezentów (czyt. dużą torbę z artykułami pielęgnacyjnymi dla dzieci). Za co moje ukochane dzieciątka podziękowały mi takimi super mega pachnącymi niespodziankami, że ratunek mógł być tylko jeden...



P.S. O tym, że w moim życiu się wszystko nagle przewartościowało świadczy fakt, że dziś w Rossmannie przy półkach z akcesoriami dla dzieci spędziłam chyba z dobre pół godziny, a przy damskich kosmetykach - 0.

niedziela, 5 czerwca 2016

Test na bycie dobrą matką

Nie zrobiłam sobie wcześniej takiego testu i już się boję co to będzie, gdy moje brzdące podrosną i zaczną np. raczkować ;)